nocnej zmiany. Po raz trzeci przejrzał zeznania sąsiadów i znajomych Shany McIntyre i

przyłożyć do tego rękę.
Wszyscy jej powtarzali, że dokumenty adopcyjne są tajne i że
porwano dziecko, że rok później rozpadło się jej małżeństwo i że
433
Kiedy będzie już miała coś naprawdę konkretnego - coś o
nazwiska, przez sprytnie rozsiewane plotki, podsunie Diazowi. To

Diaz zapalił gazowy kominek w dużym pokoju. Zrobiło się
nigdy, ale uważała, że przynajmniej mógłby być wierny. Chyba jednak i to było zbyt wiele. Zwykle czuła się swobodnie w biurze i we wszystkich posiadłościach Buchanana, ale dziś po południu coś było nie tak. Spojrzała na zegarek, a potem znowu na męża. Był spocony i za wszelką cenę starał się zachowywać normalnie. Coś się kroiło. I miało to coś wspólnego z Chase’em. Kątem oka dostrzegła, że uśmiechnął się blado, pierwszy raz od pożaru. Był to cierpki uśmiech, który zmroził jej krew w żyłach. - Na pewno o niczym nie powinnam wiedzieć? - Wpatrywała się przez korytarz w otwarte drzwi gabinetu Chase’a. - O co ci chodzi, Felicity? - Derrick nie ukrywał irytacji. - Słuchaj, jestem zajęty. Jeżeli chcesz o czymś porozmawiać... Felicity odwróciła wzrok od drzwi Chase’a i spojrzała na męża. Bezczelnie spojrzał na zegarek i zapalił papierosa. - Chciałam z tobą porozmawiać o Angeli. - Tutaj? Teraz? W pracy? - Nie chce iść do liceum świętej Teresy. Chce zostać tutaj, przez tego chłopaka, z którym się spotyka... - Jakiego chłopaka? - Jeremy’ego Cutlera. Nikt taki, zwykły napalony dzieciak, który... Co ona tu robi, do cholery?! - Felicity dostrzegła Cassidy, wchodzącą do biura Chase’a w towarzystwie dziennikarza, Billa Laszlo, wysokiego faceta, którego Felicity parę razy spotkała na siłowni. Derrick spojrzał w tę samą stronę. - Cassidy jest żoną Chase’a. Nazywa się Buchanan. Ma prawo tu przychodzić. Tak samo jak i ty. Felicity odwróciła się gwałtownie i rzuciła mężowi mordercze spojrzenie. - Ale Laszlo nie ma. Mówię ci, że coś się kroi. Coś wielkiego. I mam zamiar dowiedzieć się, co. Może ty też pójdziesz, bo to ma pewnie coś wspólnego z pożarem? - A co mnie to obchodzi? Felicity podeszła do drzwi i zamknęła je. Oparła się o zimną futrynę. - Oboje wiemy, że nie było cię w domu tej nocy, kiedy wybuchł pożar. A chyba nie chcemy, żeby zastępca szeryfa nabrał podejrzeń, że byłeś w tartaku. - Nie byłem. - Wsunął zapalniczkę do kieszeni spodni. - Więc gdzie byłeś, kochanie, co? - Założyła sobie ręce na piersiach i pukała palcami w ramię. - I gdzie byłeś wtedy, gdy wybuchł pożar, w którym zginęła Angie? Wszyscy są przekonani, że byłeś ze mną. Dwa razy cię kryłam. - Ścisnęła dwa palce, starając się opanować wściekłość, ale wybuchło wszystko, co w sobie dusiła: lata kłamstw, noce, kiedy się zamartwiała i dni, kiedy się modliła, żeby udało jej się utrzymać przy sobie niespokojnego męża. Nazbierało się w niej złości, do tego problemy z Angelą... - Nigdy cię nie pytałam, gdzie byłeś tamtej nocy siedemnaście lat temu. Kłamałam jak z nut, chociaż wiedziałam, że byłeś zakochany w swojej siostrze. - C...co? - Nie udawaj niewiniątka. Myślisz, że nie wiem, kto był ojcem dziecka Angie? - Nie wiem, o czym mówisz. - Derrick wyglądał na zgorszonego. Nie ma co, nieźle mu idzie oszukiwanie. Prawie tak dobrze jak jej. - Widziałam cię z nią, Derrick. Wiem, że pieprzyłeś się ze swoją siostrą. Domyśliłam się, że to ty byłeś ojcem jej dziecka i dlatego cię kryłam tej nocy, kiedy wybuchł pożar. - Myślisz, że ja to zrobiłem... że jaja spaliłem? - Ja to wiem, kochanie. Nie rozumiem tylko, po co podpaliłeś tartak kilka miesięcy temu. Chyba że byłeś zazdrosny o Cassidy. - To obrzydliwe! - Chcesz mi powiedzieć, że nie pieprzyłeś swojej przyrodniej siostry, ani że cię nie pociągała? - Skąd ci to przyszło do głowy? - W jego oczach było niedowierzanie, ale Felicity dostrzegła cień poczucia winy. Jest tak samo zboczony, jak jego ojciec. Myślała, że po śmierci Angie się zmieni, ale myliła się. - Weź się w garść - powiedziała jakby nigdy nic, chociaż cierpiała katusze. Nigdy wcześniej mu tego nie zarzuciła. Nigdy tak się nie bała. - Tym będziemy martwić się później, a teraz trzeba się dowiedzieć, co mówi twój szwagier, żebyśmy mogli uzgodnić wspólną wersję. - Ja nie... - Zamknij się! Nie mamy czasu na kłamstwa! Derrick spojrzał groźnie zza chmury dymu. - Chase nic nie wie. - Mam nadzieję, że się nie mylisz. Ale były przecież ślady twojej ciężarówki. Lepiej pójdę i sprawdzę.
gdzieś to poczucie nienaturalnego niepokoju, które kiedyś
- Jakiś yanqui - mruknął Enrique
którym żyjesz.
an43
poważną miną trzymający kij tak, jak to podpatrzył u dużych graczy.
PIT-39 - rozliczenie roczne 2020/2021

Oczywiście.

- To znaczy, że bywałam już w różnych miejscach, próbując
- Głodna? - spytał Diaz, zanim jeszcze wyjechali z Boise. Milla
an43
www.apispower.pl

Od czasów Davida nikt nie zdołał obudzić w niej tego uczucia.

ulic o takiej nazwie w obszarze Los Angeles. Myślał intensywnie, stare wspomnienia zjawiały
– Nie mogę – powiedziała, wściekła na cały świat.
Odkąd Bentz odzyska! przytomność – zresztą wbrew przepowiedniom jego córki, która
PIT 11

- Chyba muszę ci coś powiedzieć - mruknął nagle mężczyzna.

– Nie tylko dobry. Świetny. – Ściągnął z niej koszulę nocną, cisnął na podłogę i przykrył
to nie ona, ale do cholery, tyle o niej wiedziała... o nas. – Przeszył go dreszcz. Przypomniał
gdy stary pan van Pelt postanowił wyjechać swoim przedpotopowym czołgopodobnym
Karta podatkowa 2021